Przetestowałam 7 tuszy do rzęs dla przerzedzonych rzęs. Tylko 1 je wydłużył.
Oszczędzę ci czasu i pieniędzy, które zmarnowałam.
Przez ostatnie 3 lata wypróbowałam serum do rzęs za 250 zł, które odstawiłam po trzech tygodniach, dwa tusze "na porost rzęs" z reklam na Instagramie, przedłużanie rzęs w salonie za 600 zł, po którym zostało mi jeszcze mniej własnych, tusz z włókienkami, których połowa wylądowała mi w oku, zestaw z olejkiem rycynowym za 90 zł z samymi piątkami w opiniach, i w końcu ten tusz z peptydem, o którym wszystkie mówiły.
Sześć porażek. Jedna wygrana. Oto różnica:
1. Twoje rzęsy się zmieniły. Twój tusz nie.
Miałam 51 lat, kiedy zrozumiałam, że problem nie leży w tym, jak maluję. Moje rzęsy zrobiły się cieńsze i rzadsze, a ja dalej używałam tego samego tuszu co od trzydziestki i oczekiwałam, że poradzi sobie z połową materiału.
2. Nic na płatku kosmetycznym
Okrutna strona malowania rzęs po czterdziestce: tusz, którym zakrywasz przerzedzone rzęsy, jest częścią powodu, dla którego się przerzedzają. Formuły, które zasychają na sztywno, trzymają się mocno, więc zmywanie to szorowanie, a rzęsy schodzą razem z nimi. Policz dziś wieczorem, ile ich zostało na płatku.
Ten zostaje elastyczny. Ciepła woda, delikatne przetarcie, nic na płatku.
3. Koreańskie peptydy z gabinetu, bez wizyty za 1200 zł
Koreańskie gabinety od lat pracują z zabiegami peptydowymi na rzęsy, z kompleksami, które zostają przy nasadzie rzęs i pielęgnują ją przez cały dzień. Taka seria zabiegów to koszt rzędu 1200 do 2000 zł. Koreańskie laboratorium zamknęło ten sam kompleks w formule tuszu. Te same peptydy. Dwie minuty, zanim wyjdziesz z domu.
4. Bez grudek, bez rozmazywania, pod rzęsy, które masz teraz
Większość tuszy powstaje z myślą o młodych, gęstych rzęsach. Na cienkich i przerzedzonych zbierają się w grudki przy nasadzie, a po południu odbijają się w załamaniu opadającej powieki. Lorene rozdziela każdą rzęsę, także te krótkie w kącikach. Powłoka zostaje elastyczna, zamiast zasychać na sztywno, więc nic nie pęka i nic nie ląduje na kościach policzkowych.
5. Dziś będzie dobrze. A teraz wyobraź sobie siebie za 6 tygodni.
Pierwszego ranka oczy wyglądają na wypoczęte, zanim jeszcze zrobisz cokolwiek innego z twarzą. Gdzieś w trzecim tygodniu zauważasz, czego nie ma na płatku kosmetycznym. Po sześciu tygodniach linia rzęs znów wygląda na pełną, a nie na poprzetykaną, a sztuczne rzęsy, które trzymałaś na wyjścia, zostają w szufladzie.
6. Taniej niż przedłużanie, łatwiej niż serum
Policzyłam sobie to na spokojnie. Przedłużanie rzęs, 600 do 1200 zł za komplet plus uzupełnianie co kilka tygodni, a moje własne rzęsy schodziły razem z nimi. Serum, jakieś 250 zł miesięcznie i dziewięćdziesiąt wieczorów pamiętania o czymś dokładnie o tej porze, o której nie pamiętam już o niczym. Solvene to jedna tubka. Dwie minuty rano. Ten sam ruch, który i tak robiłam, tylko że teraz robi więcej.
7. Wypróbuj bez ryzyka
Do 50% taniej, darmowa dostawa i 30 dni gwarancji, więc nic nie musisz. Jeśli nie zobaczysz różnicy w tym, jak wyglądają twoje rzęsy, po prostu odsyłasz produkt.